Czy chcesz czy nie po rejsie będziesz fit!

Moja piramida żywieniowa stanęła na głowie odkąd zamieszkałam na łodzi. Witariańskie zapędy musiałam odłożyć na kiedy indziej i dostosować się do większości. Podczas rejsów panuje tylko jedna zależność. Mężczyźni domagają się mięcha a kobiety marzą o warzywach (i słusznie, ponieważ w krajach po których żeglujemy jest mnóstwo słońca dzięki temu warzywa i owoce są wyjątkowo smaczne). Niby demokracja jest, ale finalnie rządzi ten kto gotuje;)

Nierzadko żeglujemy w trudnych warunkach, a wtedy kambuz jest nie lada wyzwaniem. Niewiele osób jest w stanie zejść pod bujający pokład i upitolić cokolwiek. Wszystko spada a my musimy się trzymać i zapierać by nie obijać się o meble. Wtedy doceniamy pracę kucharza a tym bardziej jesteśmy wdzięczni za pożywny  posiłek który trzyma nas długo i nie trzeba znów nurkować na dół  i wyczyniać akrobacji przy przygotowaniu kanapki. Czasem bywa i tak, że z gotowanych rzeczy do naszego żołądka trafia jedynie woda. Nie ma tu miejsca na wybrzydzanie i nawet weganie się łamią i zjedzą jajko od bidy.  Po za tym podczas dużej fali buja się nie tylko kuchnia, ale i nasze żołądki, nie koniecznie mamy wtedy ochotę w nie pchać, chociażby z obawy żeby się nie ulało 😉 Choć zdarza się i tak, że kambuz wydaje wykwintne smakołyki jak serniki czy owoce morza a kapitana ulubiony polski schabowy jest musowo raz w tygodniu. Jeśli nie umiesz lub nie chcesz gotować na wakacjach, nie ma problemu, możesz wymiksować się z kambuzu, a ja przejmę chętnie Twoje obowiązki oczywiście za opłatą 🙂

Do diety cud dokładamy oczywiście ćwiczenia. W pakiecie rejsu dostępny a nawet przymusowy jest trening izometryczny w którym samoczynnie napinamy mięśnie,  żeby stabilizować  postawę i się nie przewrócić podczas gdy buja łódką.  Gubimy przy okazji kalorie a trening odbywa się praktycznie non stop (nawet gdy leżymy- czy to nie wspaniałe?). Do tego dorzucamy ciągnięcie lin, rzucanie cum, pływanie wpław w morzu a czasem rowery by zwiedzić jakąś wyspę i po tygodniu żeglugi z pokładu schodzą kulturyści i fitneski. No prawie 😉46142969_2211875519137974_5681259735580409856_n

A tak już całkiem serio, to Piotrek regularnie biega od kilku lat i czasem uda mu się zwerbować kogoś z załogi, ale póki co Rosiak jest najwierniejszym towarzyszem joggingu krajoznawczego. Zazdroszczę im tej wytrwałości, bo opłaca się to podwójnie. 1. Zdrowy fajny ruch=dobre samopoczucie 2. Zwiedzanie nowych miejsc w przyspieszonym tempie. Ja czasem dołączam, ale raczej preferuję gimnastykę w lesie  lub poranną jogę jako „mój trening” na powitanie słońca.IMG_6115

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: