Jak uratowaliśmy człowieka zaginionego na morzu

Chcieliśmy się trochę pochwalić, ponieważ przeżyliśmy kolejną przygodę tym razem jednak bardzo wyjątkową, bo chodziło o ludzkie życie. W ubiegły wtorek czyli 29.05.2018 około godziny 15 odebraliśmy wiadomość MAYDAY podczas żeglugi w okolicach Krety. Tego dnia było dość duże zafalowanie, ponieważ od kilku dni wiał silny wiatr typowy dla tych rejonów zwany „Meltemi”. Dodatkowo krzyżowały się fale z dwóch kierunków, co powodowało ich wielką nieregularność i nietrudno było stracić grunt pod nogami. W naszym wiosennym rejsie uczestniczyły 4 osoby: Piotr Kałużka (kapitan), Jacek Nowak,  Ola Machel i ja- Maria. Po nawiązaniu łączności z jednostką, która wzywała pomocy okazało się, że nie potrafią dokładnie określić swojej pozycji geograficznej tylko przybliżone dane o trasie swojego rejsu. Wyraźnie zrozumieliśmy komunikat: „Man over board” co oznacza to, że człowiek wypadł za burtę. W tak wzburzonej wodzie o tej temperaturze miał kilka godzin życia. Piotrek niezwłocznie zarządził poszukiwania. Cała załoga równocześnie z jednostkami SAR-u przeszukiwała niespokojne morze. W akcji uczestniczyły łodzie poszukiwawcze i śmigłowiec.helikopter sar

Po kilku godzinach nasza załoga wypatrzyła człowieka wzywającego pomocy na skale wystającej z morza, który machał żywiołowo rękoma. Po nawiązaniu z nim kontaktu- trochę na migi trochę na krzyki postanowiliśmy go podjąć. Piotrek zdecydował się ukryć za wyspą przed falami by na spokojnej wodzie rzucić kotwicę. Słońce zaczęło zbliżać się do widnokręgu, chcieliśmy więc jak najszybciej udzielić mu pomocy- musiał być wycieńczony po wielogodzinnej kąpieli w morzu i wspinaczce na wysoki klif. Podaliśmy swoją pozycję i wezwaliśmy jednostki SAR. Straż Wybrzeża błyskawicznie przybyła na miejsce. Pierwszy był helikopter, który jednak musiał odpuścić, ponieważ zbliżał się zmrok.coast guard MIA

Jednostki SAR przejęły dowodzenie nad  akcją ratunkową, jednak nie mieli możliwości wylądować helikopterem na małej skalistej wyspie, ani też podpłynąć na jej płycizny. Wezwali Siły Specjalne. pas ratunkowy

Piotrek  przewiózł Straż Przybrzeżną a potem uzbrojone po zęby Special Force naszym pontonem na wyspę (oczywiście „zawiesił się” silnik PARSUN-słynny już „parch” który robi to zawsze w najmniej odpowiednim momencie i nasz kapitan musiał wajchować pagajami na brzeg- z niemałym balastem ku mojej wielkiej uciesze). ponton

Mężczyźni zaczęli sprawnie wspinać się po nieprzyjaznych skałach i już po godzinie sprowadzali zgubę na dół. Poszukiwanym człowiekiem okazał się kapitan innego jachtu, który wypadł z pokładu a jego załoga nie potrafiła go podjąć z wody ani sterować jachtem. Dryfujący statek został odnaleziony i odholowany do portu. Ich kapitan w kamizelce ratunkowej zdołał dopłynąć do lądu. Na jego nieszczęście była to mała bezludna wyspa bez słodkiej wody i roślinności na przylądku Gramviosa, wokół której przepływa bardzo mało statków. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że dzięki nam udało się uratować człowiekowi życie.

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: